BŁOTNE ABECADŁO

piątek, 8 stycznia 2016

DUCH W PIECU ZAKLĘTY


I zaraz się pojawił...


Duch jakiś czas w piecu biwakował, ale w końcu sobie poszedł, co umożliwiło dalsze prace. Kafle zostały sklamrowane odpowiednim drutem i dno pieca wyłożyłem szamotową cegłą na zaprawie glinianej z dodatkiem mączki szamotowej. Właściwe proporcje gliny i piasku ustaliłem po wielu próbach. Konieczne okazało się także moczenie kafli i cegieł, podobnie jak przy tradycyjnej murarce.


Owóż elementarną trudnością z jaką przyszło mi się borykać, jest niemożność przycinania kafli ze względu na ich reliefową strukturę. Ostatecznym zaś potwierdzeniem dobroci glinianej zaprawy okazał się nadzwyczaj prosty test, w którym przyklejona do kafla szamotowa cegiełka zdolna była po kilku dniach unieść pokaźnego ciężaru (3,6 kg) kafel. Tym samym odsyłam inne porady w tym zakresie do śmietnika.




Trochę mitręgi się zeszło... Cały piec będzie ważył dobrze ponad tonę. A wszystko to stoi na stropie nad stajenką Donnki.





piątek, 1 stycznia 2016

SZRON

W dawnych czasach, na oknach w zimowych miesiącach, powstawały zimowe ogrody. Ta przemiana codziennej realności w rzeczywistość baśni i bajek, zdawała się niezmiennym bytem. A więc to, co widzieliśmy na okiennej szybie, istniało jeszcze bardziej, aniżeli dotykalna niektórymi zmysłami rzeczywistość. Dzisiaj zanikają baśnie i bajki tworzone w odległej pamięci zrujnowanych zamków, dworów i obronnych grodów. Zanikają fotografie naszych Babć smażących zimowe konfitury. Znikają nasi w srebrnym nalocie pleśni Dziadkowie oparci na szabli i na łęku siodła. Znika świat, który oni stworzyli – a my w nim teraz dożywamy za ich zasługą.
Mimo to wydarliśmy sobie z naszych serc pamięć o Ich dożywaniu. A więc o tej najbardziej bolesnej Istocie naszego zamierania. I co rusz staramy się wskrzesić samych siebie, których pozostawiliśmy na  bitewnych polach i w kamiennych kręgach pogańskiego ognia, na kartach zadymionych rycin i w pustych muzealnych zbrojach.
Czy to Powstanie Warszawskie, czy to jakiś inny patriotyczny wybryk – wszystko nam się kojarzy jako dojmująca klęska. Tak więc Szron zdaje się rysować wszelkie żyjące i martwe formy, bo Zima mrozi nasze serca i umysły w dojmujący deseń czarownych śniegowych płatków, w zmarzlinę wieczną, w której zasypiamy.

Szron: jak milczący dzwon Andrieja Rublowa – albo Sołżenicyn na lodowym Archipelagu.