BŁOTNE ABECADŁO

poniedziałek, 19 listopada 2012

ZAGUBIONE ZNAKI

Jakże wiele imion ma narodowo-katolicka psychoza. Bo, ostatecznie, diabeł z haczykowatym nosem od wieków w ludowej tradycji usprawiedliwia tego ludu własną umysłową gnuśność, niedołęstwo i zaniechanie. Prawda, że i nie zawsze warunki były do bezinteresownego kultywowania myśli o ziemi Ojców, ale i wykreowanie ciemiężcy jakże było łatwiejsze niźli przyznanie się, że w chwili jego aktywności byliśmy zaprani, albo sarmacki duch szczał po biesiadzie do kominka.

Tak więc i dzisiaj nie umiemy napisać dla siebie nawet definicji sporu, czyli tej przestrzeni, w której nie będziemy ulegać pomieszaniu pojęć i prawidłowo odczytamy proste znaki sąsiedzkie, bo to najbliższa naszym domostwom tradycja: owe ognie na wzgórzach i słowiańskie zaklęcia.

Może tedy jest i tak, że rozum nie jest w stanie wyprodukować niczego poza własnym zniewoleniem? Ludzie w istocie wciąż poszukują łatwego do przyswojenia zbioru prawd możliwych do uwierzenia. A tu Rzeczywistość i Nierzeczywistość zamieniają się miejscami. Bo przecież abecadło nie składa się z trzech krzykliwych literek, zdolnych co najwyżej do opisania własnej katolickiej pychy.

Szczególnie tam, gdzie stoją za nimi  dokonania dwóch kłamliwych klechów: Długosza i Kadłubka!