BŁOTNE ABECADŁO

środa, 31 października 2012

CITROEN DS 19

Nie żyję wprawdzie aż tak długo jak kolumna dewota Zygmunta III Wazy, ale i ja byłem mimowolnym świadkiem i takich wydarzeń, które Historia mieć będzie w głębokim poważaniu:  nawet  Niemcy trzepali na Trakcie Królewskim swoje w czasie Powstania zagrabione dywany — i w ten sposób ostali się na kartach książki Jarosława Marka Rymkiewicza...

Otóż w poranek ów słoneczny, ja, wędrowiec młodociany i obdarty, na Nowym Swiecie w Warszawie, miałem spotkanie z limuzyną czarnego koloru. Był to citroen ds 19.
Przechodniów przypadkowych było mało, innych limuzyn nie było żadnych. I, wyobraźcie to sobie, byłem tylko ja na przejściu dla pieszych odmalowanym starannie.

Tak więc u skraju chodnika postanowiłem zaczekać, aż ten kosmiczny pojazd zbliżający się do mnie z dostojną prędkością przejedzie, a tu widać włączone zostały za łaską Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej — czyli ówczesnej Najświętszej Panienki Zawsze Dziewicy — wszystkie amortyzatory i hydrauliczne rozwory i receptory, bo pojazd zatrzymał się z pełnym namaszczenia kołyszącym się wdziękiem tuż przed pasami, i ręka z ekskluzywnym mankietem się wychyliła z bocznego okienka w łaskawym i przyzwalającym geście.

Podniesiony dumnie do takiej godności, polazłem przez jezdnię.
Za kierownicą citroena ds 19 siedział sam premier Józef Cyrankiewicz.

Jednak historia ta nie zakończyła się na Nowym Świecie.
Kilka lat póżniej moi znajomi w Paryżu zaprowadzili mnie do podziemnego garażu.
W kątku stał citroen ds 19, który chcieli mi darować za różne moje przysługi, i  obraz mój sygnowany zawsze tylko na odwrocie.

Nie przyjąłem tej darowizny.
A to dlatego, że citroen był niebieski!

21 września 2012