BŁOTNE ABECADŁO

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezye samozwańcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezye samozwańcze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 stycznia 2016

SZRON

W dawnych czasach, na oknach w zimowych miesiącach, powstawały zimowe ogrody. Ta przemiana codziennej realności w rzeczywistość baśni i bajek, zdawała się niezmiennym bytem. A więc to, co widzieliśmy na okiennej szybie, istniało jeszcze bardziej, aniżeli dotykalna niektórymi zmysłami rzeczywistość. Dzisiaj zanikają baśnie i bajki tworzone w odległej pamięci zrujnowanych zamków, dworów i obronnych grodów. Zanikają fotografie naszych Babć smażących zimowe konfitury. Znikają nasi w srebrnym nalocie pleśni Dziadkowie oparci na szabli i na łęku siodła. Znika świat, który oni stworzyli – a my w nim teraz dożywamy za ich zasługą.
Mimo to wydarliśmy sobie z naszych serc pamięć o Ich dożywaniu. A więc o tej najbardziej bolesnej Istocie naszego zamierania. I co rusz staramy się wskrzesić samych siebie, których pozostawiliśmy na  bitewnych polach i w kamiennych kręgach pogańskiego ognia, na kartach zadymionych rycin i w pustych muzealnych zbrojach.
Czy to Powstanie Warszawskie, czy to jakiś inny patriotyczny wybryk – wszystko nam się kojarzy jako dojmująca klęska. Tak więc Szron zdaje się rysować wszelkie żyjące i martwe formy, bo Zima mrozi nasze serca i umysły w dojmujący deseń czarownych śniegowych płatków, w zmarzlinę wieczną, w której zasypiamy.

Szron: jak milczący dzwon Andrieja Rublowa – albo Sołżenicyn na lodowym Archipelagu.






niedziela, 28 października 2012

PRZY OGNIU W ZATOCE

Nie umieraj, mój Przyjacielu.

Ostatnie polano dogasa
Małych iskierek rój
W niebo się wzbija pół człowieka
Pół cienia...

...I każda inna, każda opuszczona
(Zatokę zakrywa jedwabna zasłona)
I każda jest szeptem...
Gdy z dzikich tych chmur
Zbliża się do mnie
Moje serce.

Dołóż choć jeszcze szczapkę brzozy
Nie chcę ich smutku.

piątek, 28 września 2012

FOTOGRAFIA W MUNDURZE LOTNICZYM

Napisałem kilka wierszy o upadłych aniołach
Zbudowałem okręt jak bajeczna Hispaniola
Z łatwością nauczyłem się gry na grzebieniu.

Służyłem w gwardyjskim pułku
Miałem czapkę jak dach zimowego kościoła
W ruletce wirowałem na blaszanym wieńcu. 

Chowałem szrapnel w usta
I dobosza białej skóry
(Odpadała od muru jak zaśliniona kalkomania).

Byłem poetą nubijskiego miasta
Które widzi siebie w przeciwległych zwierciadłach
I w rudych bezdrożach odwijało się moje ciało.

Jestem teraz sam
Bramy miasta
Otwiera niemy kinematograf.








wtorek, 18 września 2012

SWAROŻYC

Już tysiąc lat
Spoczywasz pod polskim dębem
Tak  dawno wyciętym
Na koła do wozu
Donikąd.

Ty, jako i my
Śmiertelny
Czasem
W przydrożnej kapliczce
Ocalony.

W moich wędrówkach
Po białych płótnach łąk
Nad Narwią i Wisłą
Twoja twarz tak zawsze błękitna
Pochylała się nade mną z zamkniętymi oczami.

Potem  tak niezdarnie
Tylko borsuczym pędzelkiem
Malowałem Twój duchowy portret.

Przed laty namalowałem taką twarz, która zrazu zdawała mi się autoportretem.
Jest już w Dziupli ten obrazek p.t. "SŁUCHAM..." z cyklu "Moja Ziemia".
Tedy go tutaj nie powtarzam. Ale też już dawno myślałem sobie po kryjomu,
że namalowałem twarz Swarożyca. I wreszcie jeszcze ktoś orzekł: To przecież twój Swarożyc!
Tedy o tym spotkaniu w Misterium Tworzenia jest ten wierszyk, z którego materią się mocuję.
Sława!

sobota, 14 kwietnia 2012

WIOSNA

Ulewa – jak pierwszy zapis kredy
Ulewa snu – Czerwony Kaptur
Rynnami biegniesz przez miasto.

Jaskółka zamyka gniazdo
Skrzydełkiem klonu
Latawcem lakmusowym.

A Ty
Między chmurami płyniesz
Niby gór falbanka odbita.


 "Czekam na Ciebie" – (fragment), gwasz
malował Błotniak z Bronnej Góry

sobota, 7 kwietnia 2012

ŁZA

Oto stoisz przede mną
Moja Łzo
Tak nieobecna.

Przybierasz czasem inną postać
Która w tobie się nie mieści.

Łzo
Nie mam nawet byle jakiej chorągiewki pod ręką
Biało-czerwonej
By zwrócić na siebie twoją uwagę.

Łzo
Przytul mnie do siebie.

Albowiem ty także
Nie możesz obyć się beze mnie.

wtorek, 21 lutego 2012

JAPOŃSKI DRZEWORYT

Nad rzeką Uchi
Na skraju lasów Suijin
W wiosce Sekiya
Żył Utagawa Hiroshige
Wśród kamieni i mchów
Pędzelków i czarnego tuszu.

Mijały lata wśród koników polnych
Wciąż tą samą ścieżką
Chodził ksiądz Twardowski.

Od czasu do czasu
Na gościniec
Wychodziła posępna zbroja.

Mrugało oko u ugiętych kolan.

Wokół biegały łzy
Jak źrebaki nad Wisłą.

Dwór w Głuchach milczał
Jak przystało na Poetę.

 

"Błotniak w Zbroi Posępnej" — szkic do dekoracji

sobota, 18 lutego 2012

NAUKA PERSPEKTYWY

Słowo nigdy nie miało oblicza
Więc i nie miało zasłony.

Słowo było światłem
Lecz światłem zgaszonym.

Koła słowa toczyły
Nieme młyny mieliły.

Nad równiną zwisała
Noc zdawkowa.


"IN STATU NASCENDI" – gwasz
malował Błotniak z Bronnej Góry

sobota, 4 lutego 2012

ZIMA POLSKA

Zimą ospałą, do chmur dojrzałą w białych bluszczach
Gdy dzień przed dniem rozwija świtanie
Wejdź do mego Domu, gdzie za kotarą
Jest białe miejsce po ogniu już zbytecznym.

Zimą ospałą wozy podróżne
Ostatni z tylnej straży całun na niebo napina
Trumiennych widząc złote szeregi
Gdzie pole — kołysząc się — widnokrąg pełniło.

Tu, u stóp piastowskiego zamczyska
Na tych śmiertelnych białych poduszkach
Tlą się nasze prochy.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

RYMOWANKA ZIMOWA

Widzę ciebie, jakbym słyszał
Znakiem ocalałym z trwogi
Dziś już pełna – jutro pusta
Ja sam – w brzeg ptasiego płótna
Słyszę kroki...
Więc rozdmuchaj mnie już dzisiaj
Moja Zimo biała, wierna
Swym dmuchawcom dodaj tchu
Niech popłynę w biały bezmiar
Tak jak w lodzie płynie lód...
– Sufit płynie w trąbce słonia
Sny zamknięte w biały wór
A za oknem Zima czarna
Opuszczona.

czwartek, 12 stycznia 2012

ARS POETICA

 Stanisławowi Grochowiakowi

Kiedy przychodzę
Zamieniam słuch na głos
I w rękach ściskam
Blaszki zimowych wartowni.
Nikt nie może mnie rozpoznać.
Wchodzę
I widzę siebie w tym samym pokoju
Jak niegdyś
W płonących korytarzach
Gdy zamykałem się w kuferku
Z przeźroczami.
I wszystko jest jak w dzieciństwie
Gdzie koń był
Podbiegunowy
A moja twarz blakła o świcie
W szkiełku wygasłej latarni.

(To jest jeszcze mój "dziecinny" wierszyk, który zadedykowałem przed laty Stanisławowi Grochowiakowi, ale nigdy nie ośmieliłem się podać go do druku z tą dedykacją. Wciąż Grochowiaka chcę pomieścić w moim "Błotnym abecadle", ale i wciąż serce mi zanadto bije... Tedy, dla ułomnej pamięci, zapodaję poniżej linoryt mój malowany, który dedykowałem Józefowi Gielniakowi – a tenże miał, tuszę, specjalne miejsce w sercu Stanisława. Ot, taka zaledwie sygnaturka... Bo któż dzisiaj chce pamiętać o Gielniaku i Grochowiaku, gdy tak niezłomnie idziemy w zaparte, że unicestwianie Rzplitej nie odbywa się za naszym udziałem i przyzwoleniem.)

 

"SYGNATURKA – pamięci Józefa Gielniaka" – linoryt malowany
malował Błotniak z Bronnej Góry

wtorek, 14 czerwca 2011

BALLADA STAROPOLSKA

Mój koń gotowy stoi już do drogi, płoną
Jego podkowy na podwórcu, stara kulbaka
Ukryta w przedsionku - i z mroku
Wstają poczerniałe orły
Leżą kopie skruszałe od wilgoci
Półpancerz lekki leży w zapomnieniu
Czaprak obszyty pociemniałym złotem
A pod dębowym spoczywa wiekiem
Mój zacny Towarzysz Pancerny.

Stół bez nogi wspieram jak umiem, sztalugi
Globus, zamorskie pachnidła
Kaganek bez knota, bogate szaty
Krucyfiks, któremu odjęto człowieka
Wszystko to, i jeszcze
Stary gąsior spleśniałego wina, wyblakły
Jedwab z chińskiego statku
Garść pokrzywionych hufnali trzymam
By pewnym być mojego dostatku.

Przechodniu, powiedz Polsce
Żem przepadł.

środa, 4 maja 2011

MAKIETA

Pod płytą ciała
Doskwiera zaledwie
Ten piękny ogród botaniczny
Ogrodnik
Co ze swego wnętrza
Wysupłał i zmierzwił
Dolinę rozpostartą
Na listku płomienia
Gdzie każda mrówka
Jest jak głaz lub kamyk
Nadmierna.

Pod płytą ciała las jest
I na rzece tratwa
W pojęciu strumienia
Jest biała kartka
I pamięci kalka
W płonących arteriach
Rozbity pusty dzbanek
Dzwoni

Powietrze jest szkliste
— Mną się wypełnia
Zarys po nim.

sobota, 26 marca 2011

ARCHIWUM

Ciemno tu jest od Motywów
Wizerunków z naciekiem Historii
Wyjętych z ręki Golema przypowieści
Pociągów wypełnionych płótnami flag
Ciał zwiniętych w bezkresne rulony.

Zimne wnętrze pierwszej teczki:
Dwie karteczki, odcisk palca na nagietce
Skrzydło nietoperza jako fakt rzeczowy
I bez wieści życiorys.

Potem zdejmujesz delikatnie
Zardzewiałe druty
Połamane gałązki
I ślinę nietoperza
Z ciepłej, wiecznie żyjącej pościeli.

Helsingborg, Roku Pańskiego 1979

wtorek, 8 marca 2011

NIEOPODAL

Może to jest wzniosłość
Kiedy po spektaklu 
Opada na oczy kurtyna
I nieruchome zostają tam obrazy —
Bieleją puste kartki
Gdzie tętent konia się zatrzymał
Litery ktoś ułożył w ptasi klucz
Byś do Domu wrócić umiał.

Może to jest wzniosłość
Kiedy serce utrudzone masz
Przystaje wtedy cały świat
Na tę chwilę bliską —
Do niej raptem wracasz 
Z pyszczkiem sarny na kolanach
Choć ani ciebie tam nie ma
Ani sarny.

8 marca 2011

Błotniak z Bronnej Góry

środa, 5 stycznia 2011

W POCIĄGU DO WORKUTY

Andrzejowi Kwiatkowskiemu
w jego powrotnej podróży do miejsca,
skąd wyjechać niepodobna. 

Tak małe rzeczy po was pozostały
Na szybie wagonu zamazany ślad
Tu pełni służbę Naczelnik Niebieski
Nie was, lecz innych wybrać on ma.

Za szkłem chatynki widzę wasze
Wśród wież stopionej gwiazdy lód
Ja was w kałonie jeszcze zobaczę
Bo przecież nie wrócił jeszcze nikt.

Otwieram okno i w śnieg zamieci brnę
Przy bramie śmierć nieruchoma patrzy mi w twarz
Powiedzcie mi sami, gdzie stanąć mam
Na nasz wieczorny apel?


piątek, 24 grudnia 2010

DOM NA POLESIU

Stoi na pagórku
Do wrót podwórza wspina się wilgotna łąka
W Domu chłopięca kryjówka
Tajemna ciemność kufra
Wyziębły niebieski pokój
Piec poczerniały
W pościeli bagno
W intarsjach szafy
Koń wspina się drewniany
Dymią jego chrapy
Stuka kopyto.

Wchodzą wszyscy
Tylko trochę bledsi
Trochę zmęczeni
Ktoś stawia figurę
Matka Boża w oknie
Poprawia zmokniętą suknię
Płonie stół pod lampą
Z pianina wylatują liście
Trzaska koperta zegarka we wnętrzu surduta
— Nawałnica już przechodzi
Powiada dziadek Łukasz cicho.

Bronna Góra,
w pażdzierniku roku 1996

Błotniak z Bronnej Góry

czwartek, 23 grudnia 2010

ELEGIA NA ŚMIERĆ WIEWIÓRKI

Na Syberię szli powstańcy
Listopadowi
Styczniowi
Czasem za nimi w czarnych kolasach
Jechały żony
Z zagrabionych majątków.
Panowała żałoba
Nikt nie śmiał podnosić głosu
Czarna krepina i wstążki
U kapeluszy
Powiewały nad Wisłą
Nad Niemnem
Nad Szczarą
Nad stawem dworskim
Zasypanym liśćmi.
W stajniach jaskólki umierały z tęsknoty
Konie unosiły ukradkiem kopyta do oczu.
A tam, na Syberii
Malutkie wiewiórki
Czekały na polską gościnność
Na ciepłą dłoń dziedziczki
Na polską sosnę i bieriozkę
Na wieczorne wspomnienia babuni
I konfitury poziomkowe.

Dzisiaj burunduk umiera mi
W zakątku mojej dłoni.
Chylą się sztandary
Pałasze wirują w słońcu
Słychać fortepianu zerwane struny
Na Krakowskim Przedmieściu.
Dzisiaj wracamy do twojego kraju
Moja malutka syberyjska wiewiórko.

Bronna Góra — 12 sierpnia  2007


poniedziałek, 13 grudnia 2010

KOMUNIKAT

W grudniu nasze dzielne wojska zajęły cały kraj.
W głębokich śniegach ufortyfikowały się dywizje.
Kampania zimowa przebiegała prawie bez zakłóceń.
Pociągi jeździły bez pasażerów. Generałowie uchodzili wciąż
za dobrych strategów. Żołnierze padali od przeciągów.
Z kart książek pobrzękiwały ostrogi, karabiny ustawiano
w kozły, husaria cwałowała po zamarzniętych stawach;
Najświętsza Panienka zamykała oczy zabitym na obrazkach Grottgera.

Na głębokich tyłach ludzie oddychali z ulgą. Nadciągały
spokojne czasy. 

Bronna Góra — w marcu 1982

 

DO ANTONIA MACHADO

Czy już odszedłeś
Biały rumaku
Malowany koniu
Czy falą światła przebiegłeś
I w marszu cieni złożyłeś kości —
Koniu
W rumaku malowany
Z tekturowym siodełkiem
Z gazetowym jeźdzcem
Z kopią —
Koniu malowany
Popielnicowy koniu
Pozostawiony na łasce wyobraźni.

Błotniak z Bronnej Góry